sobota, 30 sierpnia 2014

Tort marchewkowy z miski

Niedawno obchodziłam urodziny, nie powiem które, a mogę zdradzić, że gdyby istniała 50% stawka podatku VAT, to właśnie ją należałoby zastosować do obliczenia mojego aktualnego wieku. Ale o tym cicho sza, każda kobieta ma 18 lat i ani dnia więcej. Chociaż ten dzień spędzałam tylko z mężem, nie mogło zabraknąć tortu urodzinowego. Upiekłam go sama, bo jak stwierdził mój małżonek - gdyby on miał piec tort, to prawdopodobnie nie nadawałby się do spożycia. Jakoś nigdy nie przeprowadzaliśmy eksperymentu z pieczeniem tortu przez małżonka, więc na razie polegam wyłącznie na swoich zdolnościach w tym zakresie.

Tort marchewkowy z miski jest wariacją na temat ciasta marchewkowego, które kiedyś już serwowałam w mojej kuchni. Kilka rzeczy uległo zmianie, w tym dodatki do ciasta, ale to co najważniejsze - smak i bazowe składniki nie uległo zmianie. Dzięki dodatkowi suszonej żurawiny tort stał się odrobinę bardziej słodki, co bardzo fajnie koresponduje z jego korzenną nutą. A czemu z miski? Odpowiedź jest bardzo prosta. Gdy pierwszy raz piekłam ciasto marchewkowe, nie dysponowałam w domu dosłownie żadnymi formami do pieczenia ciast. Wyobrażacie sobie? Ja w szale twórczym chcę przygotować najpyszniejsze ciasto świata, a nie ma go w czym upiec. Zgroza po prostu. Wtedy okazało się, że wszystkie formy jak jeden mąż wywędrowały do mojej mamy. Tym razem także, mimo zakupu dwóch pięknych, lśniących nowych tortownic, oczywiście znów zostawiłam je właśnie u mamy. Koniec końców, chcąc jednak mieć urodzinowy tort, sięgnęłam po stary sprawdzony sposób, czyli pieczenie w metalowej misce. Dużym plusem jej wykorzystania jest zdecydowanie lekko kulisty kształt tortu i to, że w przeciwieństwie do moich "wędrujących" form do pieczenia, jest zawsze pod ręką.

Składniki:
- 3/4 szklanki mąki pełnoziarnistej pszennej - 332 kcal
- 3/4 szklanki mąki pszennej typ 500 - 335 kcal
- 2 duże marchewki - 48 kcal
- 40 g (garść) żurawiny suszonej - 128 kcal
- 1 jajko - 71 kcal
- 1 szklanka maślanki - 100 kcal
- 1 łyżka proszku do pieczenia - 4 kcal
- 2 łyżki przyprawy do piernika - 73 kcal
- 1 opakowanie cukru wanilinowego - 64 kcal
- 200 g sera ricotta - 258 kcal
- cynamon do dekoracji

Przygotowanie:
Marchewki obieramy i ścieramy na tarce na małych oczkach. Żurawinę siekamy na mniejsze kawałki - zostawiamy kilka owoców do dekoracji. 

Do miski wsypujemy obie mąki, dodajemy proszek do pieczenia. Odkładamy łyżeczkę cukru wanilinowego, resztę wsypujemy do miski z mąką. Mieszamy wszystkie suche składniki. Do miski wbijamy jedno jajko i wlewamy maślankę. Wszystko mieszamy na gładką masę. Dodajemy startą marchewkę i posiekaną żurawinę. Znów mieszamy do połączenia składników. Jeżeli pieczecie tort w tradycyjnej tortownicy, należy wcześniej wyłożyć ją papierem do pieczenia. Jeżeli - tak jak ja - musicie sobie radzić inaczej i używanie miski, trzeba ją wcześniej wysmarować odrobiną masła lub oleju i wysypać odrobiną mąki, żeby ciasto nie przywarło.

Gotowe ciasto przekładamy do miski/formy. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury ok 180 stopni przez 40 minut lub ewentualnie dłużej, do suchego patyczka.

Upieczony tort wyjmujemy z miski. Gdy trochę ostygnie przekrawamy na pół, obie części znów zostawiamy do ostygnięcia. Z sera ricotta i cukru wanilinowego przygotowujemy masę do przełożenia tortu. Ser mieszamy z cukrem na gładką masę. Wystudzony spód tortu smarujemy masą serową, nakrywamy drugą częścią ciasta i lekko dociskamy. Pozostałą częścią masy smarujemy wierzch i boki tortu. Dekorujemy pozostawioną żurawiną i posypujemy odrobiną cynamonu. Schładzamy przed podaniem. 

Z podanych proporcji wychodzi tort jak z tortownicy o średnicy ok. 20 cm.



Sałatka caprese na wypasie

Kolejny przepis będący reminiscencją moich ostatnich wakacji we Włoszech, a szczególnie pobytu w Rimini. W ramach pranzo czyli czegoś w rodzaju lunchu, podano nam sałatkę caprese w towarzystwie melona i szynki parmeńskiej. Całość dania była bardzo smaczna, ale szczególnie posmakowało mi, skądinąd popularne również nad Wisłą, połączenie pomidora i mozzarelli. W upalny dzień, kiedy słońce dosłownie rozkłada na łopatki, piasek na plaży parzy stopy a morze robi się gorące jak zupa, takie proste i lekkie jedzenie jest po prostu świetne.

W warunkach domowych troszkę zmodyfikowałam klasyczne połączenie, dodając do niego rucolę, co spowodowało, że sałatka jeszcze bardziej przypomniała mi wakacje, bo przybrała kolory włoskiej flagi. Dodatek rucoli był dla mnie niemalże oczywisty, bo uwielbiam jej lekko orzechowy smak. Sałatkę robi się dosłownie w 5 minut, więc fantastycznie pasuje nie tylko na kolację, ale także jako przekąska do pracy.

Składniki (na porcje dla 2 osób)
- 1 kulka mozzarelli - 221 kcal
- 2 średnie pomidory - 52 kcal
- 40 g rucoli - 10 kcal
- 2 łyżki oliwy z oliwek extra vergine - 164 kcal
- 2 łyżki octu balsamicznego - 14 kcal
- przyprawy - pieprz, zioła.

Przygotowanie:
Rucolę myjemy, odsączamy z nadmiaru wody i wykładamy na talerze. Kulkę mozzarelli kroimy na pół, a następnie każdą z połówek na cienkie plasterki. Pomidory kroimy na półplasterki. Pokrojone składniki układamy na rucoli. 

Z oliwy, octu balsamicznego i przypraw przygotowujemy dresing, którym polewamy gotową sałatkę.



 Całość ma 461 kcal.
1 porcja sałatki ma 230,5 kcal. 

Smacznego!


Makaron pana Hectora

Podobno "wszystko co dobre, szybko się kończy". Chyba jest w tym trochę prawdy, bo moje włoskie wakacje minęły zdecydowanie za szybko, nawet nie obejrzałam się, a już wracałam do Polski. Upływu czasu nie żałuję, bo zdecydowanie było to cudowne 10 dni, a Italia jak zwykle uwiodła mnie zarówno zabytkami, jak i kuchnią. Co prawda pozostał mi pewien niedosyt, ale chyba nie da się spróbować wszystkiego.

Z podróży przywiozłam, oprócz masy różnorakich souvenirów, także przepis, podany nam przez pana Hectora, naszego przewodnika, który oprowadzał nas po Rzymie. Pana Hectora mogłam słuchać bez końca, opowiadał ciekawie i barwnie o Rzymie, jego zabytkach i zwyczajach mieszkańców. I oczywiście zdradził nam przepis na makaron, który Rzymianie jedzą w największe upały. Przepis prosty i bardzo smaczny. Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła  go wypróbować. Co prawda, z uwagi na to, że w ostatnich dniach było zimno, musiałam przygotować wersję na ciepło tego makaronu, ale nie ujmuje to nic z jego smaku.

Składniki (na porcję dla 2 osób):
- 100g makaronu spaghetti (lub innego dowolnego) - 352 kcal
- 2 łyżki oliwy z oliwek extra vergine - 164 kcal
- 20 pomidorków cherry - 60 kcal
- 90 g tuńczyka w kawałkach w sosie własnym - 99 kcal
- 10 czarnych oliwek - 40 kcal
- łyżka natki pietruszki - 4 kcal
- przyprawy - pieprz, zioła.

Przygotowanie:
Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie z dodatkiem oleju. Warto pamiętać o zasadzie, że na każde 100 g suchego makaronu powinien przypadać litr wody, wtedy mamy gwarancję, że makaron się nam nie poskleja.

W wersji na zimno ugotowany makaron przekładamy na talerze, polewamy każdą porcję łyżką oliwy, dodajemy pokrojone pomidory i oliwki oraz tuńczyka, doprawiamy i mieszamy. 

W wersji na ciepło, którą robiłam, pomidorki kroimy na pół, wkładamy na naczynia żaroodpornego i zapiekamy w piekarniku przez około 30 minut w temperaturze 180 stopni. W połowie zapiekania dodajemy pokrojone oliwki i tuńczyka. Odsączony makaron wykładamy na talerze, polewamy łyżką oliwy i następnie wykładamy zapieczone pomidory z tuńczykiem. Doprawiamy natką i przyprawami.




Całość ma 719 kcal.
1 porcja (1/2 całości) ma 360 kcal.

Smacznego!

czwartek, 14 sierpnia 2014

Drożdżówki ze śliwkami i ricottą

To prawdopodobnie mój ostatni post przed wyjazdem na wakacje. Tak, nareszcie nastał ten cudowny czas 441 kcalurlopu i mogę wyjechać w nieznane w poszukiwaniu przygody. Także tej kulinarnej, co tym bardziej mnie cieszy. Ale zanim jeszcze spakuję walizki, musiałam koniecznie wypróbować kolejny pomysł kulinarny, który ostatnio zakiełkował w mojej głowie. Co ważniejsze - próba generalna była o tyle istotna, że w ramach przygotowania prowiantu na wyjazd, zamierzam upiec dla nas trochę smakołyków. Na liście są już bułeczki ze szpinakiem i paluch oliwkowe. Brakowało tylko czegoś na słodko i stąd pomysł na drożdżówki. Druga ważna sprawa - ostatnio zakochałam się w serku ricotta, który jest naprawdę świetną bazą pod różne potrawy, a do tego jest zdecydowanie mniej kaloryczny niż mascarpone i ma o wiele przyjemniejszy, świeży smak. No i oczywiście nie gaśnie moja fascynacja ciastem drożdżowym, chociaż mam nadzieję, że nie odbije się to w dodatkowych centymetrach w pasie.

Sezon owocowy trwa sobie w najlepsze. Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia piekł placki drożdżowe ze śliwkami. Moja mama też je piecze, chociaż trzeba przyznać, że te pieczone przez babcie były i są  niedoścignione. Ja na razie mierzyć się z plackami babci nie zamierzam, bo i tak pewnie nie pobiję ideału. Za to wpadł mi do głowy pomysł na drożdżówki - idealne jako przekąska do pracy albo jako smakołyk do popołudniowej kawy. Są delikatne, nie za słodkie, ale z wyraźną śliwkową nutą, a to najważniejsze.

Składniki:
Ciasto:
- 1 szklanka mąki pełnoziarnistej pszennej - 441 kcal
- 1 szklanka mąki pszennej typ 500 - 446 kcal
- 1 łyżeczka cukru wanilinowego - 16 kcal
- 1 jajko - 71 kcal
- szczypta soli - 0 kcal
- 150 ml mleka 2% - 73,5 kcal
- łyżka margaryny - 54 kcal
- 40 g drożdży świeżych - 37 kcal
- łyżeczka cukru - 20 kcal

Farsz:
- 7 śliwek węgierek - 42 kcal
- 125 g serka ricotta - 162 kcal
- łyżeczka cukru wanilinowego - 16 kcal
- kardamon

Przygotowanie:
W letnim (lekko ciepłym) mleku rozprowadzamy łyżeczkę cukru, drożdże i łyżkę zmieszanych obu rodzajów mąki. Zmieszany rozczyn przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce. W tzw. międzyczasie drylujemy śliwki, następnie kroimy je na ćwiartki/. Do ricotty dodajemy łyżeczkę cukru wanilinowego i mieszamy.

Do miski wbijamy jajko, dodajemy trochę mąki i mieszamy. Stopniowo dodajemy na przemian rozczyn i mąkę, aż do uzyskani zwartej konsystencji ciasta. W garnuszku rozpuszczamy łyżkę margaryny, gdy tłuszcz przestygnie, dodajemy go do ciasta i cały czas wyrabiamy.Gdy ciasto jest już wyrobione (czyli po ok. 20 minutach) formujemy z niego kulę, delikatnie zawijamy w czystą ściereczkę, wkładamy do miski i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok 20-30 minut.

Gdy ciasto podwoi swoją objętość, wyjmujemy je z naczynia na stolnicę, uderzamy pięścią i ponownie wyrabiamy. Następnie ciasto wałkujemy na grubość ok. pół centymetra. Rozwałkowane ciasto kroimy ka kwadraty o boku ok 7-9 cm. Na środku każdego rozsmarowujemy łyżeczkę serka i układamy 2 ćwiartki śliwki. Posypujemy odrobiną kardamonu i sklejamy dwa przeciwległe rogi kwadratu. Gotowe drożdżówki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Drożdżówki vel buły zostawiamy przykryte ściereczką do wyrośnięcia na ok pół godziny. Po tym czasie wkładamy drożdżówki d piekarnika rozgrzanego do temperatury ok.. 16 stopni i pieczemy co najmniej 20 minut. W ostatnich 5 minutach pieczenia podkręcamy temperaturę piekarnika do 180 stopni.  Po wyjęciu z pieca studzimy.
Z podanych proporcji wychodzi 14 drożdżówek.




Całość bułek ma 1158,50 zł
1 drożdżówka (1/14 z całości) ma 83 kcal.

Smacznego!

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Sushi czyli odrobina Japonii pod polską strzechą

Chyba nie napiszę nieprawdy, jeżeli stwierdzę, że w naszych miastach powstaje coraz więcej sushi-barów. Nastała prawdziwa moda na sushi. Jedni chodzą na sushi do knajpy, inni kręcą ryżowe rolki w domu. Ja należę do tej drugiej grupy, bo jednak wydawanie 100 zł i więcej na jedno wyjście do knajpy to nie jest to co tygryski lubią najbardziej. Zresztą - zdecydowanie bardziej kręci mnie samodzielne przygotowywanie potraw niż próbowanie ich w restauracji, bo nawet jeśli spróbuję, to i tak później będę odtwarzać ten sam smak w domu.

Sushi nauczyłam się robić u koleżanki, u której też pierwszy raz spróbowałam tego przysmaku. Potem zaczęłam przygotowywać je sama, zwykle z okazji babskich wieczorów, które od czasu do czasu urządzamy sobie z kuzynką. Przygotowanie sushi trochę trwa, szczególnie jeśli bierzemy pod uwageę studzenie ryżu i tzw. "krojenie" go drewnianą łyżką. Do tego trochę czasu zajmuje jeszcze pokrojenie wszystkich składników, które wkładamy do środka rolki, ale zdecydowanie nie jest to potrawa, której przygotowanie zajmuje pół dnia. I co najważniejsze - do jej przygotowania konieczne jest świeże mięso, które uwielbiam. Nie ma nic lepszego niż surowe mięso, mogę o sobie śmiało powiedzieć, że jestem mięsożercą. Tym bardziej zatem sushi przypadło mi do gustu. Mam nadzieję, że i Wam posmakuje lub już posmakowało.

Składniki (na dwójkę lub 3 głodomorów):
- 5 płatów wodorostów nori - 50 kcal
- 400 g ryżu do sushi - 1372 kcal
- 3 łyżki octu ryżowego - 3 kcal
- pół łyżeczki cukru - 10 kcal
- pół łyżeczki soli - 0 kcal
- łyżka serka do smarowania Linessa light - 10 kcal
- 100 g świeżego łososia - 201 kcal
- 10 paluszków surimi - 180 kcal
- 1/2 ogórka szklarniowego - 11 kcal
- 1/3 papryki czerwonej - 16 kcal
- garść rucoli - 5 kcal
- pół pęczka szczypiorku - 5 kcal
- łyżka sezamu - 63 kcal

Przygotowanie:
Najpierw gotujemy ryż. Zanim go ugotujemy, warto przepłukać ryż w wodzie przez ok 15-20 minut. Następnie do garnka wlewamy wodę w proporcji - na szklankę ryżu szklanka wody plus kilka łyżek dodatkowo. Gotujemy ok. 5 minut aż woda zacznie wrzeć. Od momentu wrzenia gotujemy jeszcze 10 minut n małym ogniu pod przykryciem. W żadnym wypadku nie wolno nam podnosić pokrywki. Następnie zdejmujemy ryż z ognia i zostawiamy pod przykryciem na kolejne 10 minut. Po tym czasie wykładamy ryż do miski i studzimy. Dodatkowo ryż polewamy awase-zu czyli mieszaniną octu ryżowego, soli i cukru. Żeby awase-zu dobrze zmieszało się z ryżem, "przecinamy" ryż bambusową płaską łyżka. Ryż tniemy do momentu, gdy zrobi się lekko ciepły. Ważne, by pamiętać i porządnym przestudzeniu ryżu, bo ciepły ryż wyłożony na algi powoduje, że te ostatnie pęcznieją i sushi nam nie wyjdzie.

Łososia,surimi i warzywa tniemy w paseczki. Rukolę i szczypiorek płuczemy.



Rolki sushi zwijamy za pomocą bambusowej maty. Listek nori układamy błyszcząca stroną do spodu, na nim mniej więcej na 4/5 powierzchni układamy warstwę ryżu o grubości do 5-6 mm. Na środku ryżu smarujemy serek w formie paska, posypujemy odrobiną sezamu. Układamy łososia, rucolę i warzywa, lub w wersji "na bogato" czyli zwykle takiej która robię pod koniec imprezy, żeby zużyć resztę składników - wszystkie składniki na ryżu w formie paska. Rolkę sushi zawijamy najściślej jak się da. Część listka bez ryżu zwilżamy wodą, żeby dobrze skleić rolkę. Następnie gotową rolkę kroimy na pół, i potem poszczególne części jeszcze raz na pół. Z jednej rolki sushi wychodzi 8 kawałków. 



Dla bardziej zaawansowanych sushimasterów proponuję przygotowanie uramaki, czyli sushi z ryżem na wierzchu. Żeby przygotować uramaki, po rozprowadzeniu ryżu, płt nori odwracamy ryżem na dół i układamy na nim mięso i warzywa. Zawijanie zaczynamy od częśći pozbawionej ryżu. Zawijamy tak samo jak zwykłe sushi i kroimy na kawałki. Muszę przyznać, że uramaki przygotowałam dopiero raz, ale ku mojemu zdziwieniu wcale nie było to tak trudne jak myślałam. Tym bardziej polecam Wam eksperymenty z sushi i próbowanie nowych smaków.




Gotowe sushi podajemy z odrobiną wasabi i sosu sojowego.

Całość sushi (5 rolek) ma 1926 kcal.
1 kawałek sushi (w wersji na bogato) ma 48,15 kcal.

Smacznego!